AKTUALNOŚCI
O NAS - ZAPROSZENIE
ŚWIADECTWA
ŚPIEWNIK
FOTO
CIEKAWE LINKI

Świadectwa

Pielgrzymka 2006 - Aneta

18.11.2013r.

Wakacje to nie tylko czas odpoczynku od szkoły, wylegiwania się na słońcu, ale też czas pielgrzymek. Najwięcej pielgrzymek podąża na Jasną Górę, głównie w sierpniu. W tym roku miałam okazję iść do Matki Bożej z Kalisza. Stało się to nieco przez przypadek, zostałam poproszona, żeby śpiewać w nowopowstałej grupie - srebrnej.

To, co od razu mnie zaskoczyło, to to, że na Jasną Górę idzie się tylko cztery dni. Następnie pielgrzymi spędzają dwa dni w Częstochowie i znów cztery dni idą do domu. Z początku wydawało mi się to dziwne - iść plecami do Matki Bożej. Jednak ta droga polegała na pielgrzymowaniu od Józefa do Maryi i od Maryi do Józefa, ponieważ 10 sierpnia wychodziliśmy z kaliskiego Sanktuarium św. Józefa i wracaliśmy do niego 19 sierpnia.
Grupa Argento (wł. srebrny) była niezwykle mała, ale wyjątkowa, bo międzynarodowa - liczyła ok. 40 osób, w tym 13 Włochów + jeden włoski kapłan, dwóch Francuzów i jedna Węgierka, mieszkająca w Niemczech. Argento prowadził ks. Przemek Talaga, który był jednocześnie tłumaczem. : Mieliśmy jeszcze 6 kleryków i jednego diakona. Przyzwyczajona do grup poznańskich byłam zaskoczona, kiedy zobaczyłam w jakim wieku są Włosi. Większość z nich była po pięćdziesiątce, ale to właśnie ci ludzie stworzyli fantastyczną atmosferę w grupie! Często trzymali się dużo lepiej niż my i zawsze mieli dużo energii do śpiewu i zabawy! Śpiewaliśmy piosenki polsko-włoskie, ale największym hitem stało się "Volare". Od tej piosenki wzięła się też nazwa naszego srebrzystego zespołu "Volare Sant". : Każdego dnia mieliśmy lekcję włoskiego, węgierskiego i francuskiego. : A jak lekcje, to i sprawdziany :, za które dostawaliśmy oceny.

Do posiłków mieliśmy specjalną grupową kuchnię, która dbała, żeby pielgrzymie żołądki nie były puste. Oczywiście nie obeszłoby się bez włoskiego spaghetti z włoskim serem. : A te pyszne obiadki i śniadania dodawały nam sił, by z ogromną radością serca i entuzjazmem w niedzielę 13 sierpnia grupa międzynarodowa weszła na Jasną Górę. : Fantastyczne przeżycie. To moment, na który tak długo się czeka. Wreszcie mogliśmy spotkać się z Matką Bożą twarzą w twarz i wyczytać z Jej tajemniczych oczu, co chce nam powiedzieć. 15 sierpnia to szczególny dzień na Jasnej Górze - Święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. To na ten dzień właśnie przybywali pielgrzymi z różnych stron Polski - Warszawy, Szczecina czy Płocka. Wszyscy podjęliśmy tak wielki trud, idąc w deszczu czy w upałach, piachami, czasem z bąbelkami na stopach, bo obraliśmy sobie intencje i te wszystkie trudności, bóle oddaliśmy Matce Bożej. Złożyliśmy je razem z naszymi prośbami i podziękowaniami przed Jej tronem na Jasnej Górze. Modliliśmy się w intencjach naszych najbliższych, zanosiliśmy prośby ludzi, których spotykaliśmy po drodze, na noclegach.

Drugim świętem jakie miało miejsce na Jasnej Górze była 15. rocznica Świtowych Dni Młodzieży w Częstochowie. Z tej okazji pod wałami klasztoru, wieczorem 14 sierpnia odbyły się koncerty uwielbienia. Najpierw modliliśmy się delikatnym śpiewem wraz z zespołami gospelowymi, później wraz z Magdą Anioł śpiewaliśmy, że "nie ma lepszego od Jana Pawła II", a całe świętowanie swoim występem zakończyła Viola Brzezińska. Choć pogoda wystawiała słuchaczy na próbę, to jednak najwytrwalsi zostali do końca, by śpiewem i tańcem chwalić Pana.

Po trzech dniach "pobytu" u Matki Bożej ciężko było opuszczać to miejsce, które stało się dla nas drugim domem... Musieliśmy zostawić naszą Matkę i wrócić do Józefa. Żegnając się, obiecaliśmy Jej, że za rok znów przyjdziemy do Niej pieszo. Niestety, musieliśmy pożegnać się też z naszymi Włochami, teraz można już nawet powiedzieć "kochanymi Włochami". Mimo bariery językowej, bardzo się do siebie przywiązaliśmy. Argento w drodze powrotnej było trochę inną grupą... Bez Włochów było inaczej... Żeby nie wracać do Kalisza w 20 osób: połączyliśmy się z grupą podobnie małą. : Drogę Częstochowa-Kalisz pokonaliśmy idąc grupą srebrno-błękitną. : Kolejne nowe znajomości, nowe wrażenia.

Niestety każda droga gdzieś się kończy. Również nasza pielgrzymkowa droga musiała się skończyć. 19 sierpnia z ogromną radością weszliśmy do Kalisza. Fantastyczne było to, jak witali nas mieszkańcy miasta. Było ich tylu, jakby całe miasto wyszło nas przywitać. : Tak, pielgrzymka się skończyła... Skończyły się konferencje na temat miłosierdzia, skończyły się śpiewy, pogodne wieczorki, noclegi w przedszkolach i szkołach, lekcje języków obcych, "volare" i cały pielgrzymkowy czas... Co nam pozostało? To, co wpadło - jak ziarenko - do serca. To wszystko, czego doświadczyliśmy, to co poznaliśmy, nauczyliśmy się - nie może tam pozostać. Musi wydać owoce, trzeba nam się teraz tym dzielić i przekazywać innym te cudowne owoce pielgrzymowania. Pamiętać każdego dnia o Bożym miłosierdziu, bez wahania wołać do Boga: "miej miłosierdzie dla nas!"

Aneta