AKTUALNOŚCI
O NAS - ZAPROSZENIE
ŚWIADECTWA
ŚPIEWNIK
FOTO
CIEKAWE LINKI

Świadectwa

Błogosławiony czas - Anika, sierpień 2011

18.11.2013r.

Pielgrzymka to, moim zdaniem, coś, co każdy powinien przeżyć przynajmniej raz w życiu. Niezależnie od wieku czy stanu zdrowia, bo jeśli się ktoś zdecyduje to na pielgrzymce zobaczy, że nie ma wymówek. Idą młodsi i starsi z licznymi chorobami, idą małżeństwa lub matki z małymi dziećmi, idą (z pomocą opiekunów, głównie w grupie żółto-czerwonej z Chełmc) osoby niepełnosprawne i im się chce. Bardzo chce się także franciszkanom, ich grupa, biało-czerwona robi w tym roku na mnie największe wrażenie. Dlaczego? Bo idzie w niej niewiele ponad 20 osób (bo liczy się jakość, a nie ilość), a mają wspaniały zespół (z saksofonem), opiekę duchową i są zawsze radośni.

Nie wiem, jak to napisać, żeby wielu dobrych ludzi i kapłanów nie urazić, ale jest w pielgrzymowaniu, coś takiego, co każdy powinien odczuć na własnej skórze i choć raz w życiu przeżyć. Zarówno wielką radość, jak i wielki ból, wszystkie smutki, radości, łzy i śmiech do łez. Wspólnotę i samotność, hałas i ciszę.

Promieniste wspomnienia

Nie wiem, czy wszyscy wiedzą, ale 375. Kaliska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę to jednocześnie 21. Diecezjalna Piesza Pielgrzymka, czyli grupy promieniste, m. in. z Krotoszyna, Kępna, Ostrowa Wielkopolskiego, Sycowa, czy Jarocina i Pleszewa. W tym roku grupy brązową i purpurową prowadzą neoprezbiterzy.

Kiedyś dane mi było pielgrzymować właśnie z grupą promienistą biało-zieloną. Miałam kilkanaście lat i razem z siostrą uczyłam się, co to znaczy być w drodze, spod klosza nadopiekuńczych rodziców radzić sobie samemu z brakiem noclegu, prysznica, toalety czy śniadania. Właściwie to dzięki mojej siostrze w ogóle się na tę pielgrzymkę zdecydowałam. Nasza grupa nie miała nigdy obiadów z cateringu, zawsze gotowały nam nasze kucharki. Zdarzało się nam spać pod namiotem, a myć się pod prysznicem zaimprowizowanym z węża ogrodowego. Doświadczyliśmy wiele dobroci ludzi, kapłanów i sióstr zakonnych. To były dobre czasy, które w tym roku wspominaliśmy z ks. Dariuszem, naszym przewodnikiem. Szło nas prawie 350 osób, a wśród nich czasami cztery siostry, czterech kapłanów, jedenastu kleryków, pielęgniarki czy lekarz. Dzisiaj biało-zielona jest mniejsza, ale ma to wiele zalet. Drogówka ma mniej pracy (a ekipa jest cały czas na poziomie ;-), choć bardzo się zmieniła; można się lepiej poznać i zintegrować, no i nie potrzeba gotować tyle obiadu ;-) Dzisiaj, kiedy zobaczyłam Kasię z naszej grupy Argento, jak idzie z bolącym kolanem i ciężkim plecakiem i nie chce wsiąść do samochodu, to przypomniała mi się moja siostra Ilonka, która kiedyś też nie chciała podjechać nawet jednego etapu, choć miała skręconą kostkę, a ja jako odpowiedzialna za nią przeżywałam dramat, czy doprowadzić młodą do porządku, czy zaufać Panu Bogu. Moja siostra idąc prawie wyleczyła sobie kostkę i jechała może tylko kilka kilometrów, bo na pielgrzymce wszystko jest możliwe. Dylemat polega na tym, kiedy kończy się pokonywanie własnym ograniczeń i bólu, żeby ofiarować cierpienie w jakiejś intencji, a kiedy zaczyna się szkodzenie swojemu zdrowiu, wbrew przykazaniom. Gdzie kończy się zaufanie Bogu, a zaczyna własna pycha. Czasami nie wiadomo...

Wspomnienia są piękne, zarówno radości, znajomości, jak bólu i jego pokonywania. Dzisiaj widzę, jak na moich oczach życie weryfikuje pielgrzymów i ich wiarę. Jedni na pielgrzymce brali ślub i dzisiaj wędrują do Maryi z synkiem, a inni zapomnieli nie tylko o idei tych rekolekcji w drodze, ale nawet o samym Bogu. Szkoda...

Do nieba piechotą

Takie właśnie hasło niosą na swojej tablicy pielgrzymi grupy franciszkańskiej, tej, moim zdaniem najcenniejszej dla całej kaliskiej pielgrzymki, bo najmniejszej. A przecież ojcowie mogliby powiedzieć swoim parafianom, żeby dołączyli się do innych grup i nie musieliby niczego organizować, nie musieliby brać odpowiedzialności za ludzi. Oni nie tylko chcieli stworzyć grupę, ale jeden z ojców osobiście idzie z gitarą i gra, ktoś inny idzie z bębnem, ktoś inny z saksofonem. I ten zespół stworzony z grupy biało-czerwonej zabrzmiał na porannej Mszy św. w Lututowie. Grupa franciszkańska także zadbała o liturgię, a po pięknej homilii w dzień św. Klary, właśnie o niej i o św. Franciszku, kierownik pielgrzymki ks. Robert stwierdził, że mamy ojca duchownego na przyszły rok. Potwierdzają to sami pielgrzymi z grupy, zapewniając, że choć nie brakuje im modlitwy w najgłębszym tego słowa znaczeniu, to grupa ciągle jest aktywna i śpiewa z mocą, a ojcowie franciszkanie wszystko doskonale animują. Pisząc o Lututowie nie można nie wspomnieć o ks. Mariuszu, proboszczu tutejszej parafii. Choć wielu życzliwych kapłanów spotykamy na swojej trasie, to ks. Mariusz jest szczególny, bo choć ma część kościoła w remoncie, zabronił zbierać składkę na Mszy św. wśród pielgrzymów, a drugiego tak szeroko otwartego serca i plebanii długo ze świecą by szukać. Jeszcze większa wdzięczność należy się ludziom, którzy podejmują ryzyko gościnności i udostępniają nam swoje podwórka na postoje, swoje pokoje i kuchnie na kolację lub śniadanie oraz łazienki, żebyśmy się wykąpali.

Błękit i purpura

Najpierw kilka słów o moim koledze ze studiów, którego ktokolwiek zobaczyłby w ciemnej uliczce wziąłby nogi za pas. Kolega, ponieważ studia były zaoczne, zwykle przychodził na zajęcia... wyspać się, bo tak bardzo lubił imprezować. Kilka lat temu zobaczyłam go na pielgrzymce w służbie drogowej, ale przecież nie każdy, kto idzie musi być od razu zaangażowanym, wierzącym człowiekiem, czasami tak bywa. W tym roku na facebooku ponad miesiąc przed pielgrzymką zobaczyłam, że kolega czynnie współorganizuje grupę purpurową od Świętej Rodziny. Szuka gitarzysty, załatwia przyczepę i martwi się o wszystko i przed nikim się tego nie wstydzi, a na dodatek okazało się, że już w kwietniu zarezerwował sobie urlop na pielgrzymkę, żeby nic ani nikt nie pokrzyżowało mu planów.

Wracając do liczebności grup. Oczywiście, że liczy się jakość, a nie ilość, co wcale nie znaczy, że nie jest chwalebnym powiększać swoją grupę. Tak jest w przypadku błękitnej z Majkowa, którą prowadzi ks. Mateusz. Mały-wielki człowiek. Jego niewielki wzrost i jeszcze mniejsza waga są odwrotnie proporcjonalne do charyzmy i energii. Skąd ten młody człowiek bierze tyle sił w nogach, w gardle, w duchu, to ja nie wiem. Niewątpliwie od Pana Boga otrzymał wielką łaskę. Biorąc pod uwagę rok ubiegły udało mu się prawie podwoić liczbę pielgrzymów i wszędzie jest go pełno, niemal każdego ze swojej grupy zna po imieniu, troszczy się nie tylko o śpiew i duchowość grupy, ale o każdy jej element. Niech mi wybaczą inni wspaniali przewodnicy, w tym mojej własnej grupy (Argento, czyli srebrnej) niezastąpiony ks. Przemek, ale myślę, że i oni podziwiają chart ducha ks. Mateusza, bo jak mówi
ks. Robert, kierownik pielgrzymki, dobry przewodnik jest bardzo ważny. Widać to także w grupie różowo-błękitnej z sanktuarium św. Józefa, gdzie ks. Łukasz korzysta z wszelkich możliwych środków lokomocji, jak i ewangelizacji, dojeżdża do grupy czasami na rowerze, gra na gitarze i nie tylko.

W dwóch językach z aniołami

Także w naszej grupie w tym roku sprawdza się zasada, że liczy się jakość, a nie ilość, bo mamy tylko trzech Włochów (w ubiegłym roku mieliśmy przedstawicieli innych krajów ponad 20), ale to niczego nie zmienia w idei naszej międzynarodowej grupy. Modlimy się po polsku i po włosku (jak to pięknie, że prawie każda modlitwa składa się z dwóch części) i w obu tych językach śpiewamy. W modlitwie powierzamy intencje swoje i grupy złotej, czyli pielgrzymów duchowych. Nie zapominamy o naszych włoskich przyjaciołach także podczas konferencji, które ojciec duchowny pielgrzymki ks. Robert Pisula (drugim ojcem duchownym jest ks. Piotr Górski spośród braci Świętego Józefa) głosi także po włosku. No i wiele można by mówić o najwyższej jakości naszych Włochów, którzy zawsze są pomocni, głośno się modlą i śpiewają i dla każdego mają ciepły uśmiech. Na początku pielgrzymki powiedzieli nam po raz kolejny, jak ważne jest dla nich to pielgrzymowanie do Maryi. Na dodatek mamy w tym roku dwa białe anioły, siostry doroteuszki, które stworzyły mini zespół śpiewający i zachęcają do śpiewania innych.

Jeszcze jedno, co dotyczy naszej grupy. Dokładnie na tydzień przed pielgrzymką zostaliśmy bez śpiewającej gitarzystki, która można by powiedzieć, była człowiekiem orkiestrą i wszędzie jej było pełno. Ponieważ pomagałam koledze szukać gitarzysty do jego grupy wiedziałam od razu, że może być ciężko, a jak ktoś nie zagra pod nóżkę to naprawdę idzie się dużo ciężej. Nasz przewodnik wykonał jeden telefon... i znalazł gitarzystę, bo Janek zgodził się iść z nami, choć nikogo w naszej grupie nie znał. No i jest chyba jedynym pielgrzymkowym gitarzystą, który niesie swój plecak, no i świetnie gra ;-)

Pielgrzymkowa miłość

Na tegorocznej pielgrzymce dwie pary (a może w promienistych więcej, tylko o tym nie wiemy) ślubowały sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńską aż do śmierci. W Brzezinach, w czwartek mieliśmy zaszczyt być świadkami sakramentu małżeństwa Marleny i Łukasza, posługujących w grupie centralnej jako fotografowie całej pielgrzymki kaliskiej. Mszy św. przewodniczył sam kierownik pielgrzymki ks. Robert Lewandowski.

Natomiast Karolina i Krzysztof z grupy sycowskiej, żółto-zielonej przysięgali sobie miłość w pięknie położonym drewnianym kościele w Biskupicach, które nie należą już do naszej diecezji. Eucharystii przewodniczył kierownik grupy ks. Andrzej Szulc, dzięki któremu młodzi się poznali, a koncelebrował ks. Piotr Szkudlarek. Karolina pielgrzymuje w tej grupie od kilku lat, a jej, teraz już, mąż idzie pieszo na Jasną Górę z Sycowa po raz pierwszy.

Obie młode pary następnego dnia wróciły na trasę pielgrzymki i kontynuowały wędrówkę do Pani Jasnogórskiej. Grupa sycowska zaprosiła wszystkich swoich braci i siostry na weselny poczęstunek do sali OSP. Tutaj muszę podziękować Mateuszowi z grupy sycowskiej, który przywiózł mnie z Biskupic do Wielunia.

Kościół jako dom

Konferencje o Bożej miłości, miłosierdziu, nawróceniu i zbawieniu głosili nam ojcowie duchowni. Nie sposób jednak przekazać bogactwa tego wszystkiego, co mówią. Prowadzą oni także czuwania opierając je na słowie Bożym. Przekonywali nas, że Bóg nas kocha, jako jedyny bezwarunkowo, kocha nas z naszymi grzechami i wadami, że miłość Boga jest tak wielka, że znajduje człowieka nawet zagubionego, jak Zacheusz na drzewie, jeśli tylko się ktoś otworzy, jeśli tylko ktoś będzie miał dar widzenia swoich grzechów. Ojcowie uczyli nas mówić o naszych krzyżach i rozumieć Kościół, który jest ciałem Chrystusa, a wskazówki i wartości Kościoła są wartościami i wskazówkami samego Chrystusa, czego wielu zdaje się dzisiaj nie dostrzegać. Piękną konferencję o symbolice poszczególnych elementów kościoła jako budowli, która odzwierciedla Kościół Chrystusowy wygłosił naszej grupie ks. Marcin Załężny.

***

Miło było znów po kilku latach iść, aż do bąbli na nogach, zamiast posługiwać jako kierowca. Każdemu życzę chęci do pielgrzymowania, szczególnie tym, którzy nie lubią mówić i myśleć o swoich emocjach. Tutaj człowiek może spotkać się nie tylko z Bogiem i drugim człowiekiem, ale przede wszystkim stanąć w prawdzie o sobie samym, bez żenady się rozpłakać, śmiać się i śpiewać na cały głos i po prostu być sobą. Dawno mnie tak strrraszliwie nie bolały nogi i rany na nich, ale też na żadnej pielgrzymce się tak nie uśmiałam, co jest niewątpliwą zasługą kilku osób ;-)
Tak jak w zbawieniu najważniejsze jest, że Jezus cierpiał i umarł z miłości do nas, tak my na pielgrzymce cierpieliśmy i umieraliśmy z miłości do Pani Jasnogórskiej, do Boga, do naszych bliskich i wszystkich tych, którzy prosili nas o modlitwę.